Agenci bez pieniędzy

Prezydent Donald Trump zdymisjonował w ubiegłym tygodniu sekretarz bezpieczeństwa narodowego Kristi Noem, czyli szefową Department of Homeland Security (DHS). Będzie ona pełnić funkcję do 31 marca, po czym zastąpi ją senator z Oklahomy Markwayne Mullin.

DHS ma jednak teraz znacznie większe problemy niż zmiana szefa. Od połowy lutego pozostaje bez finansowania. Po zamknięciu rządu, które trwało od początku października do 12 listopada ubiegłego roku, Kongres przegłosował szereg ustaw zapewniających finansowanie wszystkich agencji federalnych aż do końca roku fiskalnego, czyli do 30 września. Nie doszedł jednak do porozumienia w sprawie DHS, w ramach którego działają Immigration and Customs Enforcement (ICE) oraz Customs and Border Protection (CBP).

Po zastrzeleniu w styczniu dwóch osób - jednej przez agenta ICE, drugiej przez agenta CBP - demokraci zażądali zdecydowanej reformy obydwu służb. Wśród żądań znalazło się na przykład obowiązkowe wyposażenie agentów w kamery nasobne oraz zakaz noszenia przez nich masek ukrywających twarz. Kongres przegłosował finansowanie do 14 lutego, aby dać DHS więcej czasu na dokonanie takich zmian. Do zmian jednak nie doszło, a kongresmani zakończyli sesję obrad i rozjechali się do swoich stanów.

DHS wypłacił swoim pracownikom pensje ostatni raz pod koniec lutego. 14 marca powinni dostać następne wypłaty, ale ich nie dostaną. Zdecydowana większość 272 tysięcy pracowników DHS musi jednak dalej pracować, gdyż ich praca polega na ochronie życia i mienia. Pomimo częściowego shutdown rządu - dotyczącego tylko DHS - są więc zobowiązani do wypełniania swoich obowiązków, pomimo braku zapłaty.

13 listopada 2025 roku, ówczesna szefowa Department of Homeland Security (DHS), sekretarz Kristi Noem musiała dziękować agentom TSA, że pracowali bez zapłaty, którą wreszcie dostali po 43 dniach.


W przeciwieństwie do całkowitego zamknięcia rządu, problemy DHS nie będą więc raczej widoczne dla większości społeczeństwa. Choć dla wielu szeregowych pracowników, którzy żyją od wypłaty do wypłaty, sytuacja może być bardzo trudna. Zaczyna to być widać na amerykańskich lotniskach, gdzie do pracy przychodzi mniej agentów Transportation Security Administration (TSA). Około 61 tysięcy agentów TSA musi teoretycznie przychodzić do pracy, ale niektórzy korzystają z różnych wymówek, dni chorobowych i wolnych, aby w tym samym czasie popracować gdzieś dorywczo, gdzie otrzymają zapłatę natychmiast.

Efektem są wydłużające się kontrole bezpieczeństwa pasażerów. Na lotnisku William P. Hobby w Houston już na początku tygodnia trwały nawet trzy godziny. Administracja lotniska zaczęła informować pasażerów, aby przyjeżdżali co najmniej 4-5 godzin przed odlotem, aby zdążyć na samolot.

Problem na szczęście nie dotyczy kontrolerów lotu. Są oni bowiem pracownikami Federal Aviation Administration. Agencja ta podlega Departamentowi Transportu, który ma już zapewnione finansowanie do końca roku fiskalnego.

Teoretycznie DHS ma możliwość skorzystania z zasobów, które zapewniła ustawa Big Beautiful Bill z ubiegłego roku. Departament otrzymał w niej 165 miliardów dolarów, w tym 75 miliardów na działalność ICE oraz 64 miliardy dla CBP. Ale pod DHS podlegają nie tylko te dwie służby oraz TSA. Z budżetu tego departamentu finansowana jest także agencja reagująca na klęski żywiołowe, czyli Federal Emergency Management Agency (FEMA), Straż Przybrzeżna, a także służba Secret Service, której agenci chronią ważne osoby, w tym także prezydenta Donalda Trumpa. Oni także nie otrzymują teraz pieniędzy.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!