Najpowszechniejszym systemem operacyjnym na urządzeniach mobilnych jest Android, który ma 70,36% rynku. System iOS, pod którym działają urządzenia Apple, jest zainstalowany na 29,25% urządzeń mobilnych. Żaden inny system nie zdobył więcej niż 0,25% rynku.
Na komputerach wciąż króluje natomiast Windows. System pracuje na co najmniej 67,70% komputerach stacjonarnych i laptopach. Co najmniej, bo o 15,26% komputerów nie ma informacji, na jakim działają systemie. Apple ma 11,79% rynku, z tym, że dotyczy to dwóch systemów - opartego na systemie Unix systemie OS X (7,03%) oraz macOS (4,76%). Na komputerach spotykane są jeszcze dwa systemy: Linux (4,02% rynku) oraz Chrome OS (1,23%).
Dane te dotyczą stycznia 2026 roku i oczywiście się zmieniają. Ciekawe zmiany dotyczą najpopularniejszego systemu na komputerach. Microsoft wprowadza wciąż nowe jego wersje i praktycznie z każdą kolejną wersją ma problem. Najnowsza obecnie wersja Windows 11 była wprowadzona 5 października 2021 roku, ale pomimo intensywnego marketingu nie podbiła serc użytkowników. Gdy opisywaliśmy wówczas ten system, zwróciliśmy uwagę, że wśród najważniejszych zmian w stosunku do Windows 10 było wymieniane... przeniesienie klawisza "Start" z lewego dolnego rogu ekranu na jego dolny środek. Oczywiście z technicznego punktu widzenia, nie miało to żadnego znaczenia.
Nic więc dziwnego, że wersja 11 stała się popularniejsza od 10 dopiero w lipcu ubiegłego roku. I to zapewne dzięki sprzedaży nowych komputerów, które mają zainstalowaną najnowszą wersję. Obecnie Windows 11 działa na 62,16% komputerów, które mają jakąś wersję Windows. Wersja 10 jest na 36,03% komputerów z Windows, choć od 14 października ubiegłego roku Microsoft zakończył wsparcie techniczne dla tej wersji.
Wydawałoby się, że koniec wsparcia powinien zniechęcić do korzystania ze starego systemu. I zachęcić do darmowego upgrade na Windows 11, które użytkownikom Windows 10 jest wciąż - i to bardzo intensywnie - proponowane. Ale stało się coś zaskakująco odwrotnego. Udział w rynku Windows 10, który wynosił 41,71% w październiku, wzrósł do 42,7% listopadzie i do 44,68% w grudniu. W dodatku liczba użytkowników Windows 11 w tym samym czasie spadła z 55,18% w październiku do 53.7% i 50,73% w kolejnych miesiącach.
W styczniu trend się odwrócił, ale dane z poprzednich miesięcy pokazują, z jaką rezerwą użytkownicy podchodzą do nowego systemu. To może wynikać z tego, że nowszy system nie zawsze uważają za lepszy od starego, co widać po danych dotyczących dużo starszych systemów operacyjnych. Windows 7 działa wciąż na 1,05% komputerów, a nowsze wersje - Windows 8 oraz 8.1 mają udział w rynku zaledwie 0,16% i 0,14%. Nawet Windows XP - wprowadzony ćwierć wieku temu, w 2001 roku - ma więcej od wersji 8, bo 0,42%.
Tak wygląda opisany niżej program InControl po uruchomieniu pod Windows 10, służący do zablokowania zmiany systemu na Windows 11.
Chwilowy wzrost popularności Windows 10 akurat po zakończeniu wsparcia dla tego systemu niektórzy wiążą właśnie z zakończeniem wsparcia. Powszechne jest bowiem narzekanie na ciągłe uaktualnienia (updates). Nie tylko nie przynoszą żadnej widocznej korzyści dla przeciętnego użytkownika (chociaż mogą zwiększać bezpieczeństwo systemu), to w dodatku często przynoszą kłopoty. Niektóre programy zainstalowane na uaktualnianym systemie zaczynają źle działać. Użytkownicy Windows 10 mogli więc pozytywnie przyjąć fakt, że uaktualnienia wreszcie się skończą.
Problem polega jednak na tym, że uaktualnienia wcale się nie skończyły. Microsoft pomimo obwieszczenia "end of life" Windows 10, wciąż dosyłał uaktualnienia. Jednocześnie za 30 dolarów zaoferował program uaktualnień w sferze bezpieczeństwa, o nazwie Extended Security Updates, na jeden rok.
Mimo wszystko, w styczniu nastąpił gwałtowny przyrost użytkowników Windows 11 - z 50,73% do 62,41%. Jednocześnie liczba systemów Windows 10 spadła z 44,68% do 35,77%. Różnica w obu przypadkach jest niemal taka sama, około 11 punktów procentowych. I z pewnością nie jest to przypadek, ale efekt zaostrzenia polityki "zachęcania" do przejścia z wersji 10 na 11. Coraz więcej osób w internecie skarży się, że ich komputer nagle przeszedł na nowy system... bez ich zgody.
Do niedawna Microsoft wysyłał użytkownikom Windows 10 pytania, czy nie zechcą dokonać upgrade do Windows 11 (starsze komputery, które nie spełniają wymagań Windows 11, takich pytań nie otrzymywały). Propozycje zajmowały często cały ekran i eksponowały klawisz zgody. Uważny użytkownik mógł jednak wciąż odmawiać. Teraz najwyraźniej powszechne stało się dokonywanie upgrade nawet bez zgody użytkownika.
Teoretycznie można powrócić do Windows 10. Tyle, że to nic nie da, bo chwilę później Microsoft i tak wymusi ponowny upgrade do Windows 11. Na szczęście jest prosty sposób na trwałe zablokowanie takiego wymuszenia. To znaczy trwałe tylko do momentu, gdy jednak świadomie zdecydujemy się na zmianę systemu.
Zablokowanie wymuszenia upgrade wiąże się z zablokowaniem uaktualnień, oprócz tych dotyczących bezpieczeństwa systemu. Ale w przypadku Windows 10 nie jest to problemem, skoro wsparcie techniczne dla tego systemu i tak już zostało zakończone. Blokady można dokonać poprzez tzw. rejestry oprogramowania Windows. Ręczne manipulowanie w rejestrach jest jednak odradzane, szczególnie dla osób bez odpowiedniego przygotowania. Wprowadzenie błędu do rejestrów może bowiem unieruchomić komputer.
Powszechne zapytania w internecie o sposób zablokowania uaktualnień spowodowały na szczęście powstanie darmowego programu, który zmianę w rejestrach dokonuje automatycznie i bezpiecznie. Jest to banalny, malutki programik, którego nie trzeba nawet instalować. Ma postać jednego pliku typu ".exe", który można od razu uruchomić. Nie wymaga to żadnej wiedzy ani komputerowych umiejętności. Oczywiście nie bierzemy na siebie żadnej odpowiedzialności za działanie tego programu, to nie my jesteśmy jego autorem. Wypróbowaliśmy go jednak na jednym z naszych komputerów działających pod Windows 10. Rzeczywiście zablokował upgrade do Windows 11, który wcześniej pojawiał się - bez udzielenia zgody - co drugi dzień. Nie pojawiły się też żadne negatywne objawy.
Po naciśnięciu klawisza "Take Control" zmienia się komunikat w oknie, a także napis na samym klawiszu.
Program można ściągnąć z internetu zupełnie za darmo ze strony https://www.grc.com/incontrol.htm. Jest gotowy do uruchomienia natychmiast po zakończeniu download, który jest zresztą błyskawiczny, bo program ma zaledwie 98.136 bajtów.
Po uruchomieniu programu, na ekranie pojawia się - jak zawsze przy instalacji programów - pytanie, czy na pewno chcemy, aby ten program zmienił coś na naszym komputerze. Potwierdzamy klawiszem "Yes" i otwiera się nieduże okno programu InControl. Większą część okna zajmują opisy programu i ostrzeżenie czerwonymi literami, że nie mamy kontroli nad upgrade naszego systemu.
Nas interesuje dolna część ekranu. W jego lewym dolnym rogu są dwa okienka opisane jako Version/Release. Pierwsze podaje wersję Windows, a drugie kolejną jej iterację. W naszym przypadku wersją jest 10, a iteracją 22H2, czyli ostatnie uaktualnienie Windows 10. Aby zatrzymać się na tej wersji i nie pozwolić na dokonanie kolejnych updates, wystarczy przycisnąć klawisz na środku dołu ekranu opisany jako "Take Control". Po jego naciśnięciu napis zmienia się w "Release Control" i znika ostrzeżenie czerwonymi literami. Napis na zielono uspokaja nas, że updates są już zatrzymane, a więc nie grozi nam upgrade do Windows 11. Można nacisnąć klawisz Exit i zakończyć działanie programu.
Decydując się w przyszłości jednak na upgrade do Windows 11, należy ponownie uruchomić program i przycisnąć klawisz "Release Control", a następnie Exit.
Program InControl skutecznie blokuje Microsoft przed wymuszeniem na naszym komputerze zmiany systemu operacyjnego, ale nie powstrzyma firmy przed "oferowaniem" nam tego upgrade. Na ekranie mogą pojawiać się więc pytania, czy chcemy go dokonać, ale pozostajemy bezpieczni, nikt nas do tego już nie zmusi.
Program może być przydatny także dla użytkowników Windows 11. Zdarza się, że niektóre updates wywołują problemy komputera. Można je wówczas cofnąć przez opcję w Start/Settings/Update & Security i użyć programu InControl, przynajmniej do czasu, gdy problemy z update Microsoft usunie. Być może ktoś będzie też chciał pozostać przy Windows 11, gdy pojawi się nowa wersja tego systemu i Microsoft znowu będzie wymuszał na użytkownikach upgrade. Będzie wówczas można użyć programu InControl tak samo, jak opisaliśmy wyżej, tyle że w okienku programu pojawi się wówczas wersja 11.
Jak na razie Microsoft nie ogłosił, kiedy pojawi się nowa wersja Windows. W branży spekulowano, że miał to być rok 2025, ale teraz mówi się o końcu roku bieżącego lub początku przyszłego.