Komu nie można ufać?

Tydzień temu zaczęłam swój felieton od słów, że sprawy amerykańskie ostatnio ciągle wiążą się z polską polityką. To ciągle jest aktualne, w tym tygodniu za sprawą dokumentów sprawy Epsteina. Amerykanie ujawnili 3 miliony stron tych dokumentów, a my znowu przekonaliśmy się, że "nasi są wszędzie". Tym razem jednak nie ma się z czego cieszyć, bo nazwiska Polaków w aferze alfonsa nieletnich prostytutek chwały nam nie przysparzają.

Oczywiście nie jesteśmy tam głównymi bohaterami, ani może nawet żadnymi znaczącymi. Liczba nazwisk tam się pojawiających jest ogromna, więc miejmy nadzieję, że polskie zginą w tłumie (chociaż sam Epstein ma polskie korzenie). Niemniej premier Tusk stwierdził, że trzeba powołać jakiś zespół, który będzie tę sprawę obserwował i badał ewentualne oskarżenia pod adresem naszych rodaków. Albo co gorsze, wykorzystanie polskich dziewcząt.

Tymczasem mamy w kraju własną sprawę Epsteina. Za jej poprowadzenie wziął się prezydent Karol Nawrocki. Nie chodzi jednak o doniesienia, że młody Karol pracował w sopockim hotelu "Grand" jako alfons. Chodzi o Rosjan. Bo tak jak w sprawie Epsteina mówi się coraz więcej, że to oni wspierali Epsteina, tak nasz prezydent postanowił poszukać, kogo Rosjanie wspierają w Polsce.

I kogo znalazł? Nie, nie Antoniego Macierewicza, o którym powstała już książka zarzucająca mu agenturalność i która oparła się sądowemu pozwowi o to, że jest nieprawdziwa. Nie, nie Mariusza Błaszczaka, który jako minister obrony narodowej ujawnił tajne plany wojskowe obrony Polski i teraz musi bronić się w sądzie. I nie, nie Sławomira Cenckiewicza, w którego komisji likwidacyjnej WSI pracował rosyjski szpieg, a obie komisje, którym przewodniczył - likwidacyjna WSI i szukająca wpływów rosyjskich w Polsce - ujawniły tajne dokumenty.

Prezydent Nawrocki dostrzegł zagrożenie we Włodzimierzu Czarzastym. Marszałek Sejmu ma dostęp do największych tajemnic państwowych, a tymczasem jego żona spotyka się z podejrzaną Rosjanką. Ta Rosjanka pracuje w domu aukcyjnym. Ten dom aukcyjny jest wspierany przez jeden z największych rosyjskich banków. A banki w Rosji, jak wiadomo, są pod kontrolą Kremla. Wychodzi, że Czarzastego kontroluje Putin.

Skąd prezydent ma tę ważną informację? Od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Od Służby Kontrwywiadu Wojskowego? Nie, przeczytał w gazecie. No, ale chyba można wierzyć tej gazecie, bo to nie jakaś gazeta niemiecka, tylko "Gazeta Polska".

Ponadto gazeta była przez wiele lat finansowana przez polski rząd. To chyba też o czymś świadczy. W dodatku przez rząd PiS, który patriotyzm postawił na czele swoich wartości. Zresztą skutecznie, bo "Gazeta Polska", pomimo dociekliwości jej dziennikarzy śledczych, nie odkryła najmniejszych nieprawidłowości w owym rządzie. Sprzeciwiała się też wszelkim informacjom innych mediów, które odkrywały kolejne afery. Pewnie dlatego teraz te media się mszczą i nie podchwyciły artykułu o zdradzie Czarzastego jako wiarygodnego tekstu.

Na szczęście podchwycił go prezydent i ogłosił Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Mają na niej być omówione tylko trzy tematy, ale jeden jakże ważny, "okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego". Co prawda wredne media sugerują, że atak na Czarzastego to zemsta za brak poparcia dla prezydenta Donalda Trumpa w sprawie przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla. Marszałek Sejmu otrzymał z Ameryki pismo do podpisania w tej sprawie, ale w poniedziałek ogłosił, że pisma nie podpisze. No i we wtorek usłyszał, że jego "kontakty towarzysko-biznesowe" będą teraz przedmiotem rozprawy na RBN.

Ale ja nie wierzę, że to jest prawdziwy powód. Czy prezydent Trump miałby dzwonić do Nawrockiego, żeby ten ukarał Czarzastego??? Na pewno nie. No to jak? Nawrocki sam by to wymyślił, żeby się Trumpowi przypodobać? Nieee, przecież tak ostro się mu postawił w sprawie jego słów, że sojusznicy w Afganistanie "stali jakby z tyłu". Tak ostro, że nawet nie zwrócił się z reakcją do Trumpa, pewnie przez brak szacunku do niego. Polscy weterani wprawdzie inaczej to ocenili, a jeden nawet odesłał Nawrockiemu medal, który otrzymał od Amerykanów. Ale co oni tam wiedzą. Prezydent Nawrocki wie lepiej jak było, bo przecież jest historykiem.

Na ogłoszenie tematów RBN odpowiedział sam Włodzimierz Czarzasty: "Panie prezydencie, ja jestem czysty, a pan? Porozmawiajmy o tym na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego". Poinformował też, że z prośbą o rozszerzenie porządku obrad zwrócił się szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec. Dodatkowy punkt miałby brzmieć: wyjaśnienie charakteru kontaktów prezydenta Karola Nawrockiego ze środowiskami pseudokibiców oraz osobami powiązanymi z przestępczością zorganizowaną, wyjaśnienie przeszłej pracy w charakterze ochroniarza w Hotelu Grand.

Jeżeli kogoś dziwi, dlaczego w sprawie przeszłości Nawrockiego nie wspomniano o zabraniu mieszkania starszemu człowiekowi i wyrzuceniu go do domu opieki, to pewnie dlatego, że tam już nie ma co wyjaśniać. Sprawa jest jasna, dokładnie opisana przez media jeszcze w kampanii wyborczej (a częściowo przez samego Nawrockiego, który nie widział w swym postępowaniu niczego złego). Do postawienia przed sądem za oszustwo nie doszło, bo w międzyczasie odbyły się wybory i 10 milionów Polaków mu to wybaczyło (albo o sprawie niewiele wiedziało, bo "Gazeta Polska" nie zdążyła napisać).

O zagrożenie ze strony Czarzastego martwi się też Mariusz Błaszczak. Któż lepiej niż on takiego zagrożenia nie rozumie. Wszak jako minister obrony też miał dostęp do tajnych informacji i je publicznie wypaplał. Więc sam wie, jak groźne może być dawanie komuś takiego dostępu.

To bardzo ciekawe, że prześwietlania człowieka domagają się akurat tacy ludzie, jak Błaszczak czy Nawrocki. Sami doprowadzają do tego, że zaczyna się przypominać, czego oni sami dokonali w przeszłości. Wrócił nawet zapomniany już temat mianowania przez prezydenta Sławomira Cenckiewicza na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Człowieka, który został negatywnie zweryfikowany przez ABW i nie uzyskał dostępu do tajnych informacji. A ma odpowiadać z ramienia prezydenta za bezpieczeństwo kraju. Ale trudno się dziwić, skoro jego szef też ma problemy ze swoją przeszłością. Jak mówi stare powiedzenie: jaki pan, taki kram.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!