Niech się pan ogarnie

W ubiegłym roku ponad połowa polskich wyborców zagłosowała na Karola Nawrockiego jako na nowego prezydenta. Wyborcy ci nie widzieli problemu w tym, że ich wybraniec zabrał mieszkanie starszemu panu nabierając go na tzw. "opiekę" do końca życia. Nie widzieli problemu w tym, że nawalał się bejsbolem z innymi kibolami. Nie widzieli jeszcze paru innych rzeczy. Albo nie wiedzieli. Albo nie chcieli wiedzieć.

Dziś już się nie da wytłumaczyć popierania Nawrockiego. Jego blokowanie wszelkich reform, żeby tylko rządowi nie udało się poprawić sytuacji Polaków, nie wydaje się już najistotniejsze. Chociaż jego stadionowi kumple się na to wkurzyli. Zauważyli, że "ich" prezydent zawetował ustawę, która miała przeciwdziałać nadużywaniu tymczasowego aresztowania. W całej Polsce na meczach w ubiegły weekend pojawiły się banery z hasłami przeciwko Nawrockiemu. "Nie jesteś jednym z nas" - to najłagodniejszy tekst. Bo nie brakowało wyzwisk pod adresem "zdrajcy".

To znamienne, że ludzie, którzy na co dzień są na stadionach zawziętymi wrogami, tu zjednoczyli się i te same hasła powtarzali we wszystkich miastach. Ostatni raz takie zjednoczenie nastąpiło... po śmierci Jana Pawła II. Wow, ten Nawrocki to ma jednak wpływ na ludzi.

Pytanie, kto ma wpływ na Nawrockiego. W minionym tygodniu prezydent wybrał się z wizytą do premiera Węgier Viktora Orbana. Tego samego, który zablokował w Unii Europejskiej wypłatę 2 miliardów euro dla Polski, jako zwrot za pomoc udzieloną Ukrainie. Tego samego, który zablokował 90 miliardów euro dla Ukrainy, które miały jej pomóc walczyć z rosyjskim najeźdźcą. Zablokowanie tych pieniędzy to duże wsparcie dla Rosjan. Orban zresztą wcale nie kryje się z tym, że jest przyjacielem Putina. I jako jedyny obecnie w Europie chętnie się z nim spotyka.

To właśnie takie spotkanie spowodowało, że prezydent Nawrocki odwołał w ostatniej chwili swoje własne spotkanie z Orbanem w grudniu. Takiemu zachowaniu wszyscy w Polsce przyklasnęli, włącznie z koalicją rządzącą. Przyjaciel zbrodniarza nie może być naszym przyjacielem.

Ale teraz coś się zmieniło. W kwietniu na Węgrzech są wybory i sondaże pokazują wyrównane szanse rządu i opozycji. Nawrocki postanowił pomóc Orbanowi w kampanii i pojechał się z nim spotkać. Jeszcze przed jego wyjazdem wyszło na jaw, że minister spraw zagranicznych Węgier, w czasie europejskich spotkań wychodził, aby telefonować do rosyjskiego ministra Ławrowa, donosząc mu, o czym radzą ministrowie UE. Gdy sprawa wyszła na jaw, Węgier przyznał się do tego, bo nie widzi w tym nic złego. Putin to przecież jego przyjaciel.

Orbana już całkiem jawnie określa się w Europie agentem wpływu Putina. Mimo to, polski prezydent do tego agenta pojechał. Ewidentnie wspomaga go w kampanii wyborczej. Aż trudno w to uwierzyć, ale wygląda na to, że uznał, iż nie można pozwolić, aby Putin stracił swojego człowieka w Europie. Bo jaki inny powód mógł mieć swojego wyjazdu?

Kancelaria prezydenta tłumaczyła, że okazją było święto przyjaźni polsko-węgierskiej. Rzecznik polskiego rządu Adam Szłapka przypomniał jednak, że święto ustanowione jeszcze przez ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego było obchodzone naprzemiennie raz w Warszawie, raz w Budapeszcie. I polegało na spotkaniu prezydentów. W tym roku uroczystości wypadały w Warszawie, ale Nawrocki pojechał najpierw do Przemyśla, gdzie spotkał się z węgierskim prezydentem, a potem do Budapesztu, gdzie spotkał się także z premierem. To wbrew tradycji i w ogóle nietypowe, bo premier Węgier jest urzędnikiem niższej rangi od polskiego prezydenta.

Tłumaczenie, że to tylko obchody święta nie wypaliło, więc szef kancelarii Zbigniew Bogucki wymyślił kolejne tłumaczenie. W środę rano stwierdził, że prezydent pojechał przekonywać Orbana, żeby zrezygnował z rosyjskiej ropy i zamiast popierania Putina, wsparł Ukrainę. Moment jest dobry, bo Rosjanie uszkodzili na Ukrainie rurociąg, którym płynie ropa na Węgry. To dobra okazja, żeby się na ruskich obrazić, Węgrzy by to zrozumieli. A Europa na pewno by Węgrów w tym wsparła.

Jak to przekonywanie prezydenta wyszło? Jeszcze tego samego dnia Orban postanowił, że faktycznie trzeba na to uszkodzenie rurociągu ostro zareagować. I ogłosił, że dopóki Ukraina (nie Rosja, Ukraina) nie naprawi rurociągu, to nie będzie dostawać płynącego do niej przez Węgry gazu. Za karę, że ruscy sieją zniszczenia, Ukrainie zakręci kurek. Panie prezydencie, niech pan już nikogo do niczego nie przekonuje.

Karol Nawrocki zamiast przekonywania innych, powinien sam dać się przekonać. Bo jego decyzje są kompletnie niezrozumiałe. Zarówno takie jak wyjazd na Węgry - który nie wiadomo po co mu był - jak i te standardowe, jak na przykład podpisywanie nominacji oficerskich. Po pół roku czekania przez 136 przeszkolonych ludzi ze
@---Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na oficjalną nominację, dostała ją nagle tylko część. Prezydent podpisał nominacje 78 oficerów SKW, ale nie ABW. Tak jak nie wiadomo, dlaczego podpisał tylko połowę nominacji, tak do dziś nie wiadomo, dlaczego w ogóle zwlekał z podpisem aż pół roku. Co się takiego w tym czasie zmieniło, że nagle połowę podpisał?

Co się zmieniło, chciał się też dowiedzieć dziennikarz TVN. Zapytał o to prezydenta w Przemyślu, w kontekście jego zmiany podejścia do Orbana. Cztery miesiące temu Nawrocki uznał, że nie można się z przyjacielem Putina spotkać, a teraz pojechał go wspierać w kampanii wyborczej. Co się takiego w tym czasie zmieniło?

Reakcja prezydenta na to pytanie jest szeroko komentowana. Karol Nawrocki już niemal zszedł ze sceny, ale zatrzymał się, chwilę pomyślał i poszedł w kierunku dziennikarza, który zadał mu pytanie: "Panie Prezydencie, czy panu już nie przeszkadza zażyłość Wiktora Orbana z Władimirem Putinem?".

Już sama postawa ciała i ton, który przyjął prezydent były niezwykłe. Bardziej przypominały odzwykę do kibola przeciwnej drużyny niż postać prezydenta państwa. Ale słowa też były ciekawe: "Pan nie słuchał, co ja myślę o Władimirze Putinie? Robiliście materiały, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Mówię do pana, panie redaktorze. Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan redaktor?" - strofował dziennikarza.

Ciekawe było to, że Nawrocki mówi o sobie samym w trzeciej osobie - prezydent. Psychologowie i psychiatrzy zwracają uwagę na taką formę wypowiedzi pacjentów. Ale w tym przypadku nie chodzi o chorobę, bo użycie tej formy miało głęboki sens. Zresztą właśnie tego sensu dotyczyło pytanie dziennikarza: Putin to zbrodniarz, ale Nawrocki pojechał do jego agenta. Dlaczego? Być może użycie trzeciej osoby było podświadome. Bo to prezydent mówi, że Putin to zbrodniarz, a do jego agenta pojechał Karol Nawrocki.

Panie Karolu, niech się pan ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!