Rada Podejrzanych

Mamy środek zimy i to takiej najprawdziwszej od kilkunastu lat. Jest śnieg, jest mróz, znowu śnieg, więc niby wszystko jest OK. Ale na narty nie ma kiedy się wybrać. W zeszłym tygodniu, ale i wcześniej, zniechęcał srogi mróz. Chociaż śniegu nie brakowało, trudno cieszyć się zjazdami, gdy jest 10-15 stopni mrozu.

Zimno w końcu zaczęło ustępować. W ubiegły weekend pojechałam na południe, a dokładniej na Śląsk. W okolicach Warszawy wciąż zalega sporo śniegu, więc spodziewałam się go jeszcze więcej, jadąc w stronę gór. Ale już po godzinie drogi śnieg w ogóle zniknął. No, jeszcze tego nie widziałam. W stolicy zaspy, a na południu zero śniegu.

W tygodniu miało padać, więc miałam nadzieję na narty w kolejny weekend. Ale jak zobaczyłam prognozę pogody +8 stopni Celsjusza, to nadzieje stopniały razem ze śniegiem. Nikt w rodzinie nie chciał już jechać, wybraliśmy basen i saunę.

Nasi politycy chyba też się zniechęcili i nikt sobie urlopu nie zrobił. Prezydent Andrzej Duda pewnie by jednak na narty pojechał, bo w Warszawie i tak na nic by się nie przydał. Ale nowy prezydent ma głowę pełną pomysłów. Na narty go nie ciągnie, więc ma czas na inną rozrywkę. W tym tygodniu zorganizował show, który kiedyś nazywał się całkiem poważnie Radą Bezpieczeństwa Narodowego.

Dlaczego prezydent zwołał RBN? Czy Rosja znowu zaatakowała nas dronami? Sparaliżowała cyberatakiem? A może doszło do jakiejś katastrofy naturalnej? Nie, ale Karol Nawrocki uznał, że i tak grozi nam wielkie niebezpieczeństwo. Bo drugą osobą w państwie - zaraz po nim - jest POSTKOMUNISTA!

Przyznaję, że i dla mnie postkomuniści w polskiej polityce nie są niczym sympatycznym. Ale w III RP było - i jest - ich tylu, że już dawno się przyzwyczaiłam. Przez 10 lat za prezydenta mieliśmy wszak Aleksandra Kwaśniewskiego, który wcześniej był młodą nadzieją przyszłości PZPR. Za premiera mieliśmy Leszka Millera, byłego I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR, a więc komunistę z krwi i kości.

Byli też ludzie z jeszcze gorszą przeszłością, którzy też zajmowali wysokie stanowiska. Andrzej Kryże skazywał opozycjonistów w PRL, m.in. późniejszego prezydenta Bronisława Komorowskiego. No i nikomu to nie przeszkadzało, aby zrobić go wiceministrem, hmm, sprawiedliwości. To znaczy nie przeszkadzało to nikomu w PiS, bo to w tamtym rządzie został ministrem. Podobnie jak nikomu w PiS nie przeszkadzała przeszłość Stanisława Piotrowicza, który w stanie wojennym jako prokurator domagał się skazywania opozycjonistów, a został sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Oczywiście postkomunistów, do dziś aktywnych polityków, jest dużo więcej, w najróżniejszych partiach. Wymieniłam tylko - hmmm, jak by to grzecznie ująć - najbardziej radykalnych. I przy okazji wypierających się swojej przeszłości. Piotrowicz skandował na przykład w Sejmie "precz z komuną". Wierzył, że będzie wiarygodny?

Postkomunistą jest też Włodzimierz Czarzasty. I w ogóle się tego nie wypiera. Wcale nie zyskuje tym mojej sympatii, ale nie mam powodów, aby go bardziej nie lubić niż Piotrowicza. Nie twierdzę też, że jest wiarygodny. Jeżeli są jakiekolwiek podejrzenia wobec niego, to warto je sprawdzić. Zresztą trzeba sprawdzać podejrzenia wobec wszystkich ludzi na stanowiskach, nawet jak nam się wydają wiarygodni.

"Gazeta Polska" zarzuciła Czarzastemu podejrzane kontakty z Rosjanką. Brzmi jak sensacja. Tyle że ta sensacja wybuchła już w 2023 roku. Została dokładnie opisana w książce "Wielkie Łowy Kaczyńskiego" Tomasza Piątka. Autor przypomina teraz o tym różnym prawicowym mediom, które "ujawniają" sensację.

Czy ówczesne służby specjalne, pod rządami PiS, po głośnej publikacji nie sprawdziły podejrzanych kontaktów szefa Lewicy? Prezydent Nawrocki najwyraźniej PiS-owskim służbom nie ufa, bo domaga się sprawdzenia Czarzastego przez obecne służby. No, ja też bardziej ufam tym obecnym, niż kierowanym przez przestępców z PiS - Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Tyle że czemu prezydent chce dyskutować o tym na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego? Czego tam dowie się od polityków? Powinien zwrócić się o informację od służb specjalnych. Zresztą z jej szefami właśnie niedawno się spotkał. A ogólną informację służby przedstawiły też już publicznie, mówiąc, że do Czarzastego nie mają zastrzeżeń. Na wniosek PiS, sprawą zajmie się też sejmowa komisja ds. służb specjalnych.

Czarzastemu stawia się zarzut, że jak sam był w komisji, to nie wypełnił ankiety o przyznanie dostępu do tajnych informacji. Polityk tłumaczy, że miał być w komisji tylko tymczasowo, a ankieta wiąże się ze sporą inwazją służb w życie prywatne i jest długotrwała. Teraz służby i tak musiały go sprawdzić, nawet bez wypełniania przez niego ankiety. Jako druga osoba w państwie, ma bowiem dostęp do wszystkich tajnych informacji.

Ale jeżeli panu prezydentowi tak bardzo przeszkadza, że ktoś nie dostał tego dostępu przez ankietę, to powinien na RBN spojrzeć, kto na RBN siedzi obok niego. Sławomir Cenckiewicz jest szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a po wypełnieniu ankiety dostępu nie dostał.

Na RBN nie przeszkadzał też prezydentowi Włodzimierz Skalik. Zaproszony został jako przedstawiciel Konfederacji Korony Polskiej. To człowiek, który nie ma "podejrzanych" kontaktów z Rosją. On Rosję wychwala wprost. Kwestionuje m.in. czy to na pewno Rosja napadła na Ukrainę.

Prezydent powinien też spojrzeć w lustro. W 2021 roku Karol Nawrocki ankietę wypełnił, ale funkcjonariusze go sprawdzający nie chcieli mu dać dostępu do tajnych informacji. Dopiero polityczna interwencja sprawiła, że szef ABW nakazał zatwierdzić Nawrockiemu dostęp. Szefem tym był wówczas Krzysztof Wacławek. Zapewne przez przypadek ma teraz pracę w kancelarii prezydenta Nawrockiego.

Skoro już mowa o kancelarii, to warto wspomnieć, że zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta jest Adam Andruszkiewicz. Ma prokuratorski zarzut organizowania akcji podrabiania podpisów na listach wyborczych, za co grozi mu pięć lat więzienia. Jego sprawa zaczęła się jeszcze w 2019 roku, a więc ścigała go prokuratura za rządów PiS. Ale już ustaliliśmy, że prezydent Nawrocki tamtym służbom nie ufa, więc w Kancelarii go trzyma.

Rada Bezpieczeństwa nie była tylko o Czarzastym. Dyskutowano o europejskim programie SAFE, dzięki któremu polski rząd otrzymał nisko oprocentowaną pożyczkę na inwestycje zbrojeniowe. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki nie sprawdził niestety wcześniej, czym jest ten program. Po Radzie mówił, że to będzie jakaś "decyzja, która musi w przyszłości zapaść". I że "to będzie decyzją pana prezydenta".

Prawdopodobnie naczytał się "zarzutów" swoich ulubionych mediów, że pieniądze nie pójdą na zakupy w USA, tylko nie wiadomo gdzie, pewnie do Niemców. Bo program SAFE faktycznie zakłada wydatki w Europie, ale 80% pieniędzy będzie wydane w Polsce. Być może ktoś "decyzją pana prezydenta" chciałby to zmienić, ale na szczęście nie jest to możliwe, bo nie zależy od prezydenta.

Pan Bogucki był też niedoinformowany w trzecim punkcie obrad RBN. Dotyczył ewentualnego przystąpienia do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Premier Donald Tusk jeszcze przed RBN powiedział, "że w obecnych okolicznościach [...] Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju, ale będziemy analizować w sposób elastyczny i otwarty. Jeśli zmienią się okoliczności, to nie wykluczamy żadnego scenariusza". Pan Bogucki stwierdził jednak w sprawie Rady Pokoju z rozbrajającą szczerością: "Nie znamy stanowiska rządu niestety". Potem podobnie wypowiedział się Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta.

Panie prezydencie, czas zatrudnić osoby potraficące czytać informacje prasowe. Obaj panowie nie zrozumieli wypowiedzi, którą PAP zatytułował "Premier Tusk jednoznacznie", natomiast portal Money "Jasna deklaracja premiera. »Polska nie przystąpi do Rady Pokoju«".

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!