Na dzień 12 sierpnia 2026 roku zapowiedziano kilka ciekawych wydarzeń astronomicznych. Być może splot tych wydarzeń w jednym dniu sprawił, że pojawiły się też zapowiedzi katastroficzne. Oczywiście tak, jak w 2012 roku miał nastąpić koniec świata, tak i tegoroczne przepowiednie ziemskiej katastrofy były kompletną bzdurą. Choć tym razem były znacznie bardziej wyszukane.
Zacznijmy jednak od prawdziwych zdarzeń. Najbardziej spektakularne to zaćmienie Słońca. Dochodzi do niego co pewien czas, gdy Księżyc znajdzie się pomiędzy Słońcem i Ziemią, przez co rzuca na naszą planetę cień, na chwilę zasłaniając nam Słońce. Całkowite zaćmienie Słońca można było dziś obserwować jedynie na Grenlandii, Islandii, w północnej Rosji, ale także w Hiszpanii i małej części Portugalii.
W Stanach Zjednoczonych doszło tylko do częściowego zaćmienia. W Anchorage na Alasce rozpoczęło się już o 7:36 rano, a najsilniejsze było o 8:21. Tarcza Słońca była wtedy przysłonięta przez Księżyc w 28 procentach. W metropolii nowojorskiej zaćmienie zaczęło się o 1:07 po południu, a najsilniejsze było o 1:54 po południu. Ale nawet wtedy, Słońce było zasłonięte w zaledwie 9 procentach. W praktyce, trudno było to zauważyć gołym okiem. Szczególnie, że niebo było lekko przymglone.
Zanim jeszcze Słońce pojawiło się na niebie, można było zaobserwować zjawisko nazywane Paradą Planet. W wielkim łuku na niebie ułożyło się bowiem aż sześć planet naszego Układu Słonecznego. Jeżeli ktoś był z dala od świateł miasta, a pogoda na to pozwalała, mógł zobaczyć gołym okiem bardzo jasny Merkury, bardzo jasny Jupiter, czerwonawy Mars i żółtawy Saturn. Z pomocą lornetek można było dojrzeć Uran. A przez teleskop dało się zobaczyć jeszcze Neptun.
To nie jest Księżyc, ale fotografia Słońca, częściowo zasłoniętego przez Księżyc.
Ze środy na czwartek ma być z kolei deszcz meteorytów. To kawałki materii odpadające od komety 109P/Swift-Tuttle. W szczytowym momencie ma być ich od 50 do 75 na godzinę, a więc średnio co około minutę. W tym przypadku także jest ważna pogoda i odległość od łuny miasta.
Natomiast bez względu na pogodę i lokalizację, wszyscy mieszkańcy Ziemi mieli dziś doświadczyć jeszcze jednego zjawiska. Mówiło się o nim już od początku roku, natomiast NASA miała je przewidzić już w 2019 roku. W internecie pojawiły się głosy, że 12 sierpnia nasza planeta miała na 7 sekund utracić... grawitację.
Osoby przekazujące tę sensację powoływały się na dokument NASA, który miał wyciec z agencji w listopadzie 2024 roku. Opisywał rzekomy "Project Anchor" ("Projekt Kotwica"), mający przygotować specjalne bunkry, w których schronieni zostaną wybrani ludzie. Mieliby to być przywódcy państw, naukowcy, wojskowi, a także "wybrani obywatele, zróżnicowani genetycznie". Projekt miał kosztować 89 miliardów dolarów.
Informacje o rzekomej utracie grawitacji zaczęły się coraz częściej powtarzać w ostatnich tygodniach, gdy zbliżała się data 12 sierpnia. Znaleźć je można było na najróżniejszych portalach społecznościowych, jak Facebook, Threads, X, TikTok, Bluesky. Co ciekawe, podawane były bardzo szczegółowe opisy, co się stanie.
Grawitacji miało brakować przez 7,3 sekundy. W wyniku tego, już w pierwszych sekundach ludzie, zwierzęta i przedmioty miały zacząć unosić się do góry. Jeżeli nie przebywali pod dachem, mieli wznieść się na wysokość do 15-20 metrów. W chwili powrotu grawitacji mieli spadać na ziemię, a od upadku z wysokości ponosząc śmierć lub obrażenia. NASA miała przewidywać, że zginie około 40 milionów ludzi na całym świecie.
Znaleźć można było nawet wytłumaczenie fenomenu utraty grawitacji. Miało go spowodować skrzyżowanie dwóch "grawitacyjnych fal" z czarnych dziur. Internetowa wieść niesie, że sprawę utrzymywano w tajemnicy, obawiając się powszechnej paniki. Uznano rzekomo, że lepiej mieć 40 milionów ofiar niż 8 miliardów ludzi w panice. Ludzie, którzy interesowali się tą sprawą, mieli być uciszani. Donoszono, że zginęło lub zaginęło 11 naukowców.
Oczywiście wszystkie te przepowiednie były nieprawdą. NASA opublikowała oświadczenie, w którym tłumaczy m.in., czym jest grawitacja. Posiada je każde ciało, a siła przyciągania jest proporcjonalna do masy. Aby ciało straciło grawitację, musiałoby mieć zerową masę. Ale w internecie jest inaczej - wiadomość przyciąga, gdy wagę ma zerową.