Prezydent Donald Trump podpisał dwa zarządzenia wykonawcze, które mają ograniczyć liczbę dzieci, które otrzymują amerykańskie obywatelstwo na podstawie miejsca urodzenia w USA. Prawo do otrzymania obywatelstwa na tej podstawie - nazywane po angielsku birthright citizenship - jest zagwarantowane w 14. Poprawce do Konstytucji, przyjętej w 1868 roku. Są od niego pewne wyjątki, a prezydent Trump chce je znacznie rozszerzyć.
Obecnie wyjątkiem są na przykład dzieci dyplomatów, którzy pracują na placówkach w USA. Jeżeli w czasie pełnienia przez nich tutaj służby dyplomatycznej rodzą się im dzieci, nie przysługuje im automatycznie amerykańskie obywatelstwo. Jedno z zarządzeń Trumpa zawiera listę takich wyjątków, na której są mniej i bardziej kontrowersyjne przypadki.
Odmawia się w nim na przykład obywatelstwa dzieciom rodziców, którzy należą do grup terrorystycznych. To zapewne nie wzbudzi sprzeciwu, choć administracja Trumpa potrafi wzbudzać kontrowersje przy uznawaniu kogoś za terrorystów. Do wyjątków dopisano także dzieci pracowników obcych rządów, co znacznie rozszerza grupę składającą się dotychczas tylko z dyplomatów na placówkach.
Zarządzeniem wykonawczym prezydent chce także odmówić prawa do obywatelstwa dzieciom urodzonym na terytoriach zależnych USA. Zdecydowanie najludniejszym z nich jest Portoryko, mające 3,2 mln mieszkańców. W zarządzeniu napisano, że dotyczy to terytoriów, gdzie prawo do obywatelstwa nie jest zagwarantowane. Ale prawo federalne wyraźnie mówi, że osoby urodzone na terytoriach zależnych stają się automatycznie obywatelami USA. Zmienić to prawo może tylko Kongres. Prezydent swoim zarządzeniem wykonawczym zrobić tego nie może.
Prezydent Donald Trump, podpisując rozporządzenie wykonawcze chce częściowo ominąć zapisy Konstytucji USA i wyrok Sądu Najwyższego.
Drugie zarządzenie wykonawcze Donalda Trumpa może być znacznie łatwiej egzekwowane. Dotyczy bowiem tzw. turystyki urodzeniowej. Zastępca szefa personelu Białego Domu Stephen Miller tłumaczył, że ma zapobiec wpuszczaniu do USA kobiet, które przyjeżdżają tu tylko po to, aby urodzić dziecko. "Udają, że są turystami, że tylko odwiedzają, mówiąc, że chcą pojechać do Disneylandu" - mówił Miller.
Podpisując swoje zarządzenie w Gabinecie Owalnym, prezydent Trump mówił, że w USA rodzą się setki tysięcy dzieci w procederze turystyki urodzeniowej. Statystyki pokazują jednak znacznie mniejszą tego skalę. Migration Policy Institute ocenia, że przy najbardziej ekstremalnych założeniach jest to 22-26 tysięcy urodzeń rocznie. Natomiast oficjalne dane rządowe z 2024 roku pokazały tylko 9600 narodzin, które można zakwalifikować do turystyki urodzeniowej. To maleńki ułamek, 0,3% wszystkich narodzin. W USA rocznie rodzi się ponad 3,6 mln dzieci.
Nie wiadomo, jak dokładnie będzie egzekwowane to zarządzenie wykonawcze. Tekst zarządzenia mówi, że odmawiać się będzie obywatelstwa dzieciom rodziców zaangażowanych "w komercyjną transakcję dla zapewnienia, że matka takiej osoby [dziecka] jest w Stanach Zjednoczonych lub terytorium Stanów Zjednoczonych, aby urodzić". Prawnicy mówią, że władze USA mają pełne prawo odmówić komuś wjazdu do kraju, bez konieczności udowadniania czegokolwiek. Ale jeżeli kobieta znajdzie się już na terytorium USA i urodzi tu dziecko, zarządzeniem prezydenta nie można odmówić mu obywatelstwa.
Nie wiadomo, w jaki sposób urzędnicy na granicy będą weryfikować, czy kobieta przybywa do USA, aby urodzić dziecko. Trudno sobie wyobrazić, aby na granicy kobietom nakazywano robić test ciążowy. Zapewne decyzja urzędników imigracyjnych będzie po prostu uznaniowa.
Organizacja broniąca praw obywatelskich, American Civil Liberties Union (ACLU) przewiduje, że nowe zarządzenia prezydenta zostaną zablokowane w sądzie - w całości albo w znacznej części. Sąd Najwyższy już raz zablokował pomysł Donalda Trumpa odmawiania obywatelstwa dzieciom urodzonym na terenie USA, gdy rodzice są imigrantami. Pisaliśmy o tym w artykule "Dzieci urodzone w USA będą nadal otrzymywać amerykańskie obywatelstwo".
Przedstawiciel rządu, John Sauer przekonywał Sąd Najwyższy, że przyznawanie obywatelstwa dzieciom imigrantów jest złe, bo pozwala na turystykę urodzeniową. Sędzia John Roberts zwrócił mu wówczas uwagę, że rozpatrywana jest sprawa pod kątem wyłącznie prawnym. "Żyjemy teraz w nowym świecie - przekonywał wciąż Sauer. - Gdzie 8 miliardów ludzi są o jeden lot samolotem od urodzenia dziecka, które jest obywatelem USA".
Sędzia Roberts odpowiedział: "Cóż, to nowy świat. Ale ta sama Konstytucja".