Ceny w sklepach wciąż się zmieniają, w zależności nie tylko od kosztów, po których sklepy kupują towary. Ceny są ustalane po uwzględnieniu wielu czynników, jak ilość posiadanego towaru czy data przydatności, ale także dzień tygodnia, a nawet pora dnia.
Ciągłe regulowanie cen ułatwiają elektroniczne etykiety na półkach, które zastępują etykiety papierowe. To, jaką cenę wyświetlają, może być zmieniane zdalnie z centralnego komputera sklepu, bez potrzeby wysyłania pracownika do wymiany papierowej etykietki. Walmart ogłosił, że już połowa jego sklepów ma elektroniczne etykiety, a do końca roku będą miały wszystkie.
Sklepy coraz częściej wykorzystują technologię do takiego regulowania cenami, aby z jednej strony nie zniechęcać klientów, a z drugiej, aby płacili oni możliwie najwyższą cenę. Elektroniczne etykiety pozwalają na zmienianie cen dowolną ilość razy w ciągu dnia, ale równie ważna jest technologia, która podpowiada, na jakim poziomie ustalić w danym momencie ceny poszczególnych produktów.
Ciągłe zmiany cen, nazywane "cenami dynamicznymi", są dla sklepów optymalizacją dochodów. Ale dla klientów stwarzają problem w znalezieniu najniższej ceny. Dwóch klientów tego samego sklepu, kupując ten sam produkt w nieco innej chwili, może zapłacić zupełnie inną cenę. Władze stanu Maryland postanowiły to zmienić i przyjęły ustawę o znamiennej nazwie Predatory Pricing Act (ustawa o drapieżnym ustalaniu cen).
Elektroniczne etykiety z cenami są stosowane od wielu lat. Na fotografii wyświetlacz z ceną w sklepie Kohl's w New Jersey.
Od października br. sklepy w Maryland nie będą mogły już zmieniać cen w ciągu dnia albo dostosowywać ich do klienta. Pokazywanie różnych cen, w zależności od klienta, dotyczy na razie sklepów internetowych. Mogą one ustalać cenę dla konkretnej osoby, na podstawie posiadanych o niej informacjach.
To może być na przykład historia jego wcześniejszych zakupów, albo sposób poszukiwania towarów. System komputerowy może sprawdzać, czy klient szukał określonego produktu według najniższej ceny, czy też według innych parametrów. Może też mieć informację, w jakich innych sklepach oglądał ten produkt, albo jakie inne, podobne produkty go interesowały. Oprogramowanie może nawet porównać, jak zachowywali się inni klienci, przy różnych cenach im oferowanych. Analiza tych wszystkich elementów pozwala na wyświetlenie ceny optymalnej - maksymalnie wysokiej, ale takiej, która nie odwiedzie klienta od zakupu.
Postęp technologiczny będzie pozwalał na coraz bardziej wnikliwą analizę. I dotyczyć ona będzie również fizycznych sklepów. Zresztą do pewnego stopnia to już się dzieje. Sklepowe karty lojalnościowe pozwalają na śledzenie zwyczajów poszczególnych klientów. Badane jest co kupują, czy korzystają z promocji, a nawet w jaki dzień i o której godzinie robią zakupy określonego rodzaju. Sklepy instalują też coraz więcej kamer, które obserwują zachowanie klientów przed półkami z towarami.
Eksperci z magazynu konsumenckiego "Consumer Reports" oceniają, że ustawa z Maryland jest krokiem w dobrym kierunku. Ale jednocześnie wyrażają wątpliwość, czy będzie ona skutecznie egzekwowana.
Ustawa wydaje się dość łagodna, bo także stowarzyszenie sprzedawców detalicznych ją akceptuje. Maryland Retailers Alliance stwierdził, że ustawa "zabrania używania danych o kliencie do podwyższania cen, a jednocześnie zabezpiecza możliwość dla handlowców oferowania zniżek i promocji, z korzyścią dla konsumentów".
Działanie ustawy w praktyce będzie zapewne obserowane przez ustawodawców nie tylko w Maryland, ale także w innych stanach. Władze stanu Nowy Jork już przygotowały podobną ustawę. Rozwój technologii, a w szczególności zaangażownie sztucznej inteligencji będzie zapewne umożliwiać handlowcom stosowanie coraz to nowszych metod. Rolą ustawodawców będzie odpowiednie reagowanie. I podobnie jak sklepy muszą uważać przy ustalaniu cen, tak i oni powinni wyważyć różne elementy. Z jednej strony powinni chronić konsumentów, a z drugiej nie zniszczyć sklepom możliwości efektywnego zarządzania swoimi towarami.