Do samochodów elektrycznych wciąż wielu ludzi nie jest przekonanych. Niektórzy wieszczą wręcz ich koniec, choć na całym świecie sprzedaje się ich coraz więcej. Każdy nabywca EV (Electric Vehicle) zaświadcza o swoim przekonaniu do tych pojazdów własnym portfelem. Dotyczy to też ludzi, którzy potrafią wydać na samochód elektryczny prawdziwą fortunę. Pokazała to aukcja przeprowadzona w Kalifornii, przez dom aukcyjny RM Sotheby's.
Na sprzedaż został tam wystawiony samochód Ferrari Luce. To pierwszy w historii samochód elektryczny marki Ferrari. Wyprodukowany został w maju br., a pierwszy egzemplarz producent oddał na aukcję charytatywną. Dochód z aukcji w Sotheby's zasili programy edukacyjne prowadzone przez Ferrari Foundation.
Suma będzie poważna, bo Ferrari Luce został sprzedany za 40 milionów dolarów! Nazwisko kupującego nie zostało ujawnione. Osiągnięta cena jest absolutnym rekordem za nowy samochód. Poprzedni rekord ustanowiło auto tej samej marki, ale z tradycyjnym napędem spalinowym. Model Ferrari Daytona SP3, określany jako supercar, został sprzedany w ubiegłym roku za "jedynie" 26 milionów dolarów. A więc za niewiele więcej niż pół ceny, co elektryczne Ferrari Luce.
Oczywiście sprzedany Luce ma wartość historyczną, jako pierwsze auto elektryczne marki znanej z samochodów sportowych. Jego pojawienie się wywołało zresztą potężne kontrowersje. O ile samochody elektryczne mają swoich przeciwników, tak w przypadku elektryfikacji marki Ferrari można mówić wręcz o wrogach.
Czy ktoś rozpozna w tym samochodzie markę Ferrari?! A to jednak jest Ferrari Luce, chociaż nawet nie jest czerwone.
Produkowanie przez tę włoską markę samochodów o napędzie elektrycznym skrytykował nawet wicepremier Włoch Matteo Salvini. Natomiast były szef Ferrari Luca Cordero di Montezemolo stwierdził, że modelem Luce "ryzykuje się zniszczenie legendy".
Nie chodzi zresztą tylko o napęd elektryczny. Nad projektowaniem samochodu czuwał Brytyjczyk Sir Jony Ive. Ten sam, który stworzył wygląd iPhone'a. I tak jak iPhone miał rewolucyjny wygląd, tak i Ferrari Luce nie przypomina Ferrari. Wystarczy powiedzieć, że jest... 5-osobowy. Jego kształt też jest nietypowy dla tej marki.
Typowe są natomiast osiągi, jak na przykład doskonałe przyspieszenie. Luce rozpędza się w 6,8 sekundy - nie, nie do 100 km/h, ale do 200 km/h. "Setkę" osiąga w 2,5 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 310 km/h (193 mile na godzinę). Cztery silniki mają łączną moc 772 kW (1035 KM), a moment obrotowy 990 Nm (730 lb-ft). Pojemność akumulatorów to aż 122 kWh, więc można spodziewać się zasięgu ponad 300 mil. Chyba że będzie się chciało sprawdzać osiągi auta, co znacznie przyspieszy zużycie energii.
Czas pokaże, jak produkcja elektrycznego auta wpłynie na markę, ale model Luce niewątpliwie budzi zainteresowanie. Na oglądanie pierwszego egzemplarza byli w maju zaproszeni prezydent Włoch Sergio Mattarella i papież Leon.
Dziennik "Financial Times" podał natomiast, że cele produkcyjne - choć nie ujawniono, ile sztuk ma być wyprodukowanych - mają być osiągnięte. Bardzo duże zainteresowanie elektrycznym Ferrari jest w Chinach.
Ferrari Luce z przytupem pobił rekord ceny za nowy samochód, co z pewnością pomoże wizerunkowi tego modelu. Warto jednak pamiętać, że w przypadku aukcji samochodów, najwyższe ceny osiągają pojazdy stare. Muszą być w dobrym stanie i jak najbardziej unikalne, aby ich cena była wysoka. Rekord w tej kategorii pobił w 2022 roku Mercedes-Benz 300 SLR Uhlenhaut Coupe. To niezwykle rzadki model, dlatego też nabywca zdecydował się zapłacić za niego... 142 miliony dolarów. Najnowszych modeli coupe, jak np. Mercedesa AMG GT po 108.850 dolarów, mógłby kupić za tę kwotę ponad 1300 sztuk.